Nawigacja
Maciej Pietraszczyk: Przepis na specjalność
Do specjalności można podejść na dwa sposoby. Pierwszy, to pójście w specjalność całą drużyną. Drugi zaś polega na zaszczepieniu specjalności w drużynie, która na co dzień zajmuje się zupełnie innymi sprawami.


Specjalność w drużynie

Zasady pracy drużyny specjalnościowej - a także innych jednostek specjalnościowych - określają "Zasady pracy specjalności harcerskich" (Uchwała GK ZHP nr 128/2004 z dnia 21 października 2004 r. w sprawie zatwierdzenia "Zasad pracy specjalności harcerskich"). Jest ona już jednak trochę "nieświeża", nie nadążająca za rzeczywistością. "Zasady" ograniczają bowiem pracę ze specjalnościami do konkretnych jednostek, nie dopuszczając możliwości, by w dziedzinie tej realizowali się pojedynczy harcerze.

Jeśli chcesz pójść drużyną w kierunku specjalności, to najpierw musisz mieć drużynę. Nie zaczątek drużyny, ale pełnoprawną drużynę po próbie. Ideą naczelną "Zasad" jest, by drużyny specjalnościowe stanowiły elitę Związku. Grupę takich "harcerzy plus". Dlatego o miano drużyny specjalnościowej może ubiegać się tylko jednostka, która już jakiś poziom reprezentuje.
Ale to nie znaczy, że nie możesz pracować ze specjalnością od razu. Nawet jeśli dopiero zakładasz swoją drużynę, to możesz od razu wprowadzić specjalnościowe zajęcia i sprawności. Po to, żeby we właściwym momencie "z marszu" zdobyć miano.

Drugim krokiem jest wybór specjalności. Zastanów się, w czym dobrze się czujesz, co ciebie bawi, co ciebie nakręca i w czym sam jesteś na tyle zorientowany, żeby w tej dziedzinie być autorytetem dla harcerzy. Jeśli nigdy nie czytałeś książek o marynarzach, piratach i odkryciach, to nie zrobisz dobrej drużyny żeglarskiej. Jeśli nie marzyłeś o lotach i nie miałeś w ręku książki lotniczej, to nie zrobisz drużyny o tym profilu. Jeśli granica dla ciebie, to "czarna magia", to nie stworzysz drużyny HSG. Musisz mieć w danej sprawie coś do powiedzenia. Musisz sam mieć pasję. Tylko wtedy zarazisz nią harcerzy.

Następna decyzja, to wybór sojusznika. Dla wodniaków będzie to najbliższy klub żeglarski lub yachtclub. Dla HSG placówka Straży Granicznej, a dla HSP jednostka Policji, Straży Miejskiej lub Żandarmerii Wojskowej. Ratownicy wejdą we współpracę ze służbą zdrowia, a koniarze ze stadniną. Tworzenie drużyny specjalnościowej nie mającej oparcia w zewnętrznym sojuszniku ma tyle sensu, co stawianie basenu na środku pustyni z dala od oazy.

Sprawa kolejna, to szkoleniowcy dysponujący odpowiednimi uprawnieniami. Niedopuszczalna jest sytuacja, kiedy zajęcia linowe organizuje osoba nie mająca ku temu kwalifikacji potwierdzonych urzędowym papierem. Wszystko jest dobrze, dopóki jest dobrze. Jeśli jednak coś się stanie, wtedy kłopoty ma nie tylko niemądry instruktor, ale cały Związek.


Działanie drużyny specjalnościowej

Kiedy rozwiązałeś wszystkie problemy, wysyłasz zgłoszenie do Komendanta Hufca i rozpoczynasz zdobywanie miana. Teraz wszystko zależy od tego, czy specjalność "chwyci".

I tu pojawia się pułapka. Niektóre drużyny zachłyśnięte specjalnością zajmują się nią od rana do nocy zupełnie zapominając o tym, co stanowi istotę harcerstwa. Stają się żeglarzami, turbo ratownikami, partyzantami "z wyciętego lasu". Ale przestają być harcerzami.

Nigdzie nie jest napisane, że specjalnościowa drużyna żeglarska codziennie musi pływać, śpiewać ma tylko szanty, a obiad popijać wyłącznie rumem. Owszem, jeśli żeglarze nie pływają, koniarze nie jeżdżą konno, haesgowcy nie odwiedzają granicy, a obronni nie odwiedzają poligonu, to coś jest nie tak. Ale przecież rok ma 365 dni i nie każdy nadaje się do pływania, jeżdżenia, zwiedzania granicy, czy biegania po poligonie. Drużynie żeglarskiej wystarczy, jeśli pływać będzie w sezonie, a koniecznymi pracami przy sprzęcie zajmować się będą poszczególne zastępy raz w miesiącu. Pozostały czas poświęcamy na najnormalniejszą pracę harcerską co najwyżej uzasadniając naukę wyznaczania azymutu szkoleniem z nawigacji żeglarskiej. W tym samym czasie harcerz z drużyny obronnej będzie uczył się tego samego, ale uzasadnieniem będzie szkolenie wojskowe. Kiedy puszczanin będzie uczył się tropienia na wzór Indian, harcerz z HSG będzie uczył się tego samego na wzór funkcjonariuszy SG, których zresztą szkolili Indianie (w roku 2003).
Cały czas musisz pamiętać, że specjalność jest plusem, bonusem do najzwyklejszego harcerstwa, programowym i tematycznym opakowaniem harcerskiej klasyki.


Specjalista od specjalności

Trochę inaczej jest kiedy mamy do czynienia z pojedynczymi specjalności owcami w "zielonej" drużynie. Najlepiej ten system sprawdza się w pracy z wędrownikami. Jeśli mamy chłopaka lub dziewczynę, którzy zafascynowali się Harcerską Służbą Porządkową, są specami w zakresie zarządzania antykryzysowego i w chwili przyjazdu na miejsce obozu widzą wszystkie potencjalne zagrożenia, to trzeba dać im możliwość realizacji swojej pasji w środowisku macierzystym. Mogą zostać szczepowymi specjalistami do spraw bezpieczeństwa z zadaniem prowadzenia dla młodszych druhów szkoleń z zakresu bezpieczeństwa właśnie, organizowania kursów i egzaminów na kartę rowerową, szkolenia i nadzorowania wart na obozie itp. To samo dotyczy wszystkich specjalności. Warunkiem skuteczności takiego systemu jest jednak danie naszemu wędrownikowi możliwości rozwoju i doszkalania się. Może to odbywać się poprzez jego podwójną przynależność, gdzie drugą drużyną jest drużyna specjalnościowa, albo poprzez działalność wędrownika w klubie specjalnościowym.

Ideałem jest sytuacja, kiedy drużynowy podsuwa wędrownikowi propozycję specjalizacji, która będzie przydatna dla środowiska. Z drugiej strony wędrownik-specjalista musi mieć możliwość realizacji swoich zadań. Jeśli więc mamy speca od ruchu drogowego, to przynajmniej raz-dwa razy w roku musi mieć swoje "pięć minut" na zbiórkach zastępów, kiedy pogada z harcerzami o zasadach poruszania się po drogach.

Przy okazji, kreując takich wędrowników-specjalistów, jesteśmy w stanie sprawdzić "w boju", który z nich ma łatwość tworzenia programów i nawiązywania kontaktu z grupą, czyli wyławiamy potencjalnych instruktorów.


***

To tylko część możliwości wykorzystania specjalności na poziomie drużyny. Dużo zależeć będzie od pomysłowości i inwencji drużynowego. Ważne tylko, żeby nie zapomniał o jednym. Specjalność, to tematyczne i programowe opakowanie, a nie treść pracy drużyny.

phm Maciej Pietraszczyk


-------------------------------------------------
Nr HR-a: 3/2008

Social Sharing: Facebook Google Tweet This

12
slonko dnia maj 28 2008 16:47:37

Chyba jest to najlepsze miejsce na pewną myśl, zasugerowaną w pierwszym tekście tego numeru. Czy drużyny specjalnościowe to dobre wyjście? Czy specjalność dla "zwykłej" harcerskiej drużyny, to dobra sprawa? Specjalność jedna, niezmienna itp. Patrząc na drużyny harcerskie i starszoharcerskie, na rozwijanie zainteresowań wśród dzieciaków w tym wieku, na różnorodne pomysły , sposoby spędzania czasu, nie wiem czy dobrym pomysłem jest to, że drużyna jest jednospecjalnościowa. Na pewno powinna pracować z specjalnościami, jak to druh Maciej pisze w ostatnim artykule, podsumowującym numer specjalnościowy.

Dziecko mając drużyny jednospecjalościowe, biorąc pod uwagę świadomość jego wyboru, będzie zmieniało drużyny wraz ze zmianą zainteresowań. Wiemy doskonale, że dziecko takie jest. Łapie się wszystkiego, właśnie po to, by znaleźć to, co naprawdę będzie go fascynowało.

Tak właśnie postrzegałem harcerstwo - pozytywnie. Będąc tylko w środowisku rodzinnym, podwórkowym, szkolnym miałem "okazję" do rozwijania takich "zainteresowań" jak: piłka nożna, nauka szkolna, palenie papierosów, kibicowanie, chodzenie po dachach, ...kradzież, itp. Harcerstwo było alternatywą i to bardzo wartościową. Będąc w zastępie, który miał różne zadania, różne formy działania, mieliśmy masę sprawności do wyboru, jeździliśmy na różne biwaki, mieliśmy różnorodne rzeczy na zbiórkach - całą paletę zainteresowań.

Z czasem, kiedy dorastaliśmy, już nie zmienialiśmy co chwilę zainteresowań, ich lista topniała. Jeździeliśmy dużo na rowerach, łowiliśmy ryby, kopaliśmy ziemiankę, budowaliśmy szałasy, jedliśmy mrówcze jaja, remontowaliśmy harcówkę, itd. Mieliśmy wspólne pewne cechy, ale również i różne.

Im starsi byliśmy tym bardziej świadomi, kto co lubi bardziej, kto co chce robić. Podzieliliśmy się również pewnymi poglądami, ale to w tym temacie nie jest najważniejsze. Ważne jest to, że każdy z nas wybrał to, co chce naprawdę w życiu robić, zabrał to jako cel i do dzisiaj każdy z nas dąży do tego celu. Każdy.

A w międzyczasie, każdy z nas realizował się w klubach specjalnościowych jako wędrownik, albo je inicjował. Stąd klub ratowniczy w naszym hufcu - dwóch z naszego zastępu kończy studium ratownicze. Klub turystyczny z mojej inicjatywy już od dobrego roku to liczne wędrówki i wyprawy. Klub artystyczny, który inicjuje kolejny chłopak z naszego zastępu, wraz z sekcją muzyczną w której i ja mam mieć swój udział.

Dla drużyn jednospecjalnościowych mówię - nie, jednak praca z specjalnościami w formie sprawności, wymagań stopni, współpracy z klubami specjalnościowymi - tak. Sam również jako cel klubu turystycznego mam mieć opracowanie materiałów dla drużyn harcerskich, dla drużyn starszoharcerskich, dla gromad zuchowych w zakresie turystyki. Osobno dla każdego pionu.

Tak jakoś ja to widzę.

10
MaciekP dnia czerwiec 13 2008 00:09:46

Ścisła jednospecjalnościowość jest zwyczajnie niemożliwa, bo przecież w drużynie puszczańskiej będziesz miał także ratownictwo, a w wodnej i turystykę, i np. łączność. W HSP masz i HSP i proobronność i łączność i ratownictwo i turystykę.
Coś jednak jest dominantą tematyczną. Tym opakowaniem, które pociąga.

32
PanWac dnia październik 20 2008 15:37:38

Problem jedno- i wielospecjalnościowości wraca jak bumerang, co było widać na sobotnim spotkaniu Wydziału w Warszawie. Tam jednak chyba wszyscy sie zgodziliśmy, że o ile różne działania specjalnościowe uatrakcyjniające program harcerskiej drużyny są O.K., o tyle bez wyspecjalizowanych jednospecjalnościowych drużyn i zespołów ZHP szybko skażemy się na powierzchowność i konieczność korzystania z usług zewnętrznych, często dostępnych wyłącznie na komercyjnych zasadach specjalistów... a tu nie zawsze relacje z fachowcem sa w pełni dobre, nie zawsze jest on w stanie wpasować się w specyfikę harcerskiej metodyki i zasad bycia z niej wynikających.
Oba zjawiska mają swoje zalety i dla obu jest miejsce w ZHP. Tak myślę. Smile

1
sikor dnia styczeń 31 2009 21:55:38

Dlatego w przedwojennym ZHP oprócz systemu stopni instruktorskich istniał system zdobywania uprawnień specjalnościowych.

Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.